Opublikowano:

Nie wiem czy pamiętacie, ale…

Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka lat temu w polskiej #telewizja było takie show, które się zwało #dragonsden. Tak mnie jakoś wzięło na wspominki i postanowiłem sobie sprawdzić jak radzą ci, którzy „wygrali życie” przekonując do siebie inwestorów.

Na tapetę wziąłem przede wszystkim kilka firm, których domeną było działanie w sieci. Nie powiem zaskoczyłem się, niestety (no może poza jednym wyjątkiem) nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przechodząc do konkretów:
1. Serwis z grami on-line i możliwością wygrania realnych pieniędzy: r1ng.pl – inwestorzy: Krzysztof Golonka, Maciej Kaczmarski, Grzegorz Hajdarowicz, Marian Owerko; kwota inwestycji: 350 tys. zł za 50% udziałów. Właścicielem serwisu jest Webventure S.A. Zgodnie z historią KRS w połowie 2013 roku nastąpiła zmiana właściciela (członków zarządu). Serwis Alexa.com stronę plasuje na 8,815,624 pozycji, co daje szacunkowo jakieś 20 UU (unikalnych użytkowników) dziennie. Wartość inwestycji (w mojej ocenie) na dzień dzisiejszy: śmieciowa.
2. Serwis imprezowy Grubabiba.pl – inwestorzy: Anna Garwolińska, Maciej Kaczmarski; kwota inwestycji: 270 tys. zł za 75% udziałów. Właścicielem serwisu była firma Qm Consulting (zgodnie z ostatnim wpisem CEiDG dn. 31.07.2016 r. nastąpiło zawieszenie działalności). Obecnie serwis i domena wystawiona na sprzedaż. Wartość serwisu na dzień dzisiejszy: zerowa.
3. Program księgowy przeznaczony dla gastronomi GASTRO FINANSE: gastro.pl – inwestorzy: Marian Owerko, Maciej Kaczmarski, Marek Rusiecki; kwota inwestycji: 300 tys. zł za 60% udziałów. Właścicielem serwisu jest Softech Sp. z o.o. Serwis Alexa.com stronę plasuje na 1,578,165 pozycji, co daje szacunkowo jakieś 100 UU dziennie. Wartość na dzień dzisiejszy: aplikacja przeznaczona dla wąskiego grona odbiorców, możliwe, że inwestycja mogła się zwrócić.
4. Ekskluzywny osprzęt elektryczny Nota Bene nota-bene.com.pl – inwestorzy: Anna Hejka; kwota inwestycji: 1 mln. zł za 75% udziałów, z możliwością zejścia do 50%. Właściciel firmy: NOTA BENE (od 2015, wcześniej GALERIA OSPRZĘTU ELEKTRYCZNEGO „NOTA BENE”, firma zlikwidowana w 2015 roku, po przejęciu zmieniło się również miejsce zarejestrowania działalności). Serwis Alexa.com strony w ogóle nie uwzględnia w swoim rankingu, co może świadczyć o zerowym zainteresowaniu. Wartość inwestycji na dzień dzisiejszy: śmieciowa.
5. Warsztat przez internet automanager.pl – inwestorzy: Andrzej Głowacki; kwota inwestycji: 250 tys. zł za 60% udziałów. Właścicielem serwisu była firma Tradeinvest Sp. z o.o. (zlikwidowana z końcem 2013 r.), czyli w rok po znalezieniu inwestora. Wartość inwestycji na dzień dzisiejszy: zerowa.

To oczywiście tylko kilka przykładów, ale jak widać nie wystarczy mieć odpowiednie środki, aby pomnożyć swój kapitał. Niejednokrotnie można sporo stracić. Ot, takie ryzyko inwestora.

Źródła, z których korzystałem: Wikipedia, Alexa.com, KRS, CEiDG, archive.org, dns.pl (WHOIS).

Na pomysł na biznes Bartosz Głodowski wpadł w grudniu 2005 roku. To właśnie w tym czasie przypadek sprawił, że zaczął na poważnie myśleć o własnej działalności. – Pomysł narodził się spontanicznie podczas konsumpcji piwa i chrupania zwykłych pojedynczych paluszków. Znalazłem zdeformowanego innego paluszka, który nie był pojedynczy i zacząłem zastanawiać się, dlaczego wszystkie paluszki są takie zwykłe – pojedyncze i żaden z producentów nie oferuje innych kształtów paluszków – mówi Bartosz Głodowski, założyciel Beer Fingers. Już po kilku miesiącach, w maju rozpoczął własny biznes. Spółkę założył jeszcze w okresie studiów wspólnie ze swoim znajomym. Na kapitał założycielski złożyli się wspólnie, zbierając od rodziny i przyjaciół łącznie 25 tys. zł.

Zobacz! 10 filmów o biznesie i start-upach, które warto obejrzeć
Wiedział jednak, że ten pomysł z łatwością mogą podkraść pomysł duzi gracze na rynku paluszkowym. Dlatego zdecydował się na patent, który jest ważny jeszcze do 2031 roku. – W kwietniu 2006 roku otrzymałem pozytywną decyzję z Urzędu Patentowego RP w sprawie przyznania rejestracji wzoru przemysłowego (10 odmian paluszków, m.in. Podwójne, potrójne). Następnie zostały zgłoszone do ochrony znaki towarowe: Beer Fingers, Jedyne Podwójne i Double Fingers – mówi założyciel firmy.

Dragon’s Den – jak zostać milionerem?
W 2011 roku w polskiej telewizji pojawia się program „Dragon’s Den – jak zostać milionerem?”. Dość szybko okazał się ogromnym sukcesem, podobnie jak w innych krajach na świecie, gdzie miliony widzów śledziło poczynania start-upowców. Jego koncepcja była dość prosta. Do studia zapraszani byli pomysłodawcy, którzy swoje wynalazki mogli zaprezentować przed gronem piątki inwestorów, którzy z kolei mogli zainwestować w prezentowaną koncepcję. W trakcie trzech sezonów dokonali inwestycji na łączną kwotę 26,71 mln zł.

Jednym z pomysłów, które znalazły się na liście inwestorskiej są właśnie podwójne paluszki Bartosza Głodowskiego. Wystąpił on w pierwszym sezonie programu w 2011 roku. Dało mu to nie tylko rozgłos, ale i inwestora, a w każdym bądź razie tak początkowo się wydawało. Pomysłodawca zgodził się na zaproponowaną ofertę Mariana Owerko, byłego prezesa spółki Bakalland, na 400 tys. zł w zamian za 65 proc. udziałów. Dodatkowo otrzymał możliwość uzyskania linii kredytowej w wysokości 1 mln zł poręczonego przez firmę Mariana Owerki. Niestety, jak zaznacza pomysłodawca podwójnych paluszków w wyniku zmiany planów firmy Bakalland SA, nie udało mu się uzyskać tego wsparcia. Pomimo początkowemu optymizmowi z czasem okazało się, że obu Panom nie było po drodze. – W 2013 roku odkupiłem udziały w całości i dalej firma rozwija się już bez udziału Bakalland S.A – mówi pomysłodawca podwójnych paluszków.

Jednak swojej decyzji, by pójść samodzielną drogą, nie żałuje. Co więcej, udało mu się odnosić pierwsze sukcesy. – Kilka lat po odkupieniu udziałów od Bakalland S.A. udało mi się sprzedać pierwszy raz całego full trucka z płatnością przedpłaconą. Były to dostawy do sieci REWE w Niemczech – mówi Bartosz Głodowski. – Uważam, że był to największy przełom w sprzedaży Podwójnych Paluszków i rozwoju mojego pomysłu biznesowego – dodaje.

Polak sprzedaje strzelający otwieracz na cały świat. „Miałem zero złotych na marketing”
Biznes jak sinusoida
Tak jak w każdym biznesie, tak i w przypadku firmy Bartosza Głodowskiego zdarzały się wzloty i upadki. Po rozstaniu z liderem rynku bakalii udało mu się zdywersyfikować produkcję oraz rozpocząć działalność eksportową. Co więcej, na rynku krajowym rozpoczął nowy system dystrybucji w postaci rowerów służbowych. Z drugiej strony, zdarzały się niejednokrotnie gorsze momenty. – Niestety początki nie były kolorowe, ponieważ źle zainwestowałem w kampanię reklamową, która miała otworzyć mi rynek dystrybucji w jednej ze znanych marek piwiarni. Wspólnie z żywieckim producentem piwa miała być prowadzona dystrybucja Podwójnych Paluszków razem ze złocistym trunkiem. Niestety nie udało się, co więcej musiałem zapłacić blisko 60 tys. zł netto, za coś, czego nie chciałem – wyjaśnia założyciel Beer Fingers. Co więcej, coraz dobitniej zaczynają przeszkadzać rosnące pensje, co jest szczególnie dotkliwe zimą. Jak zauważa założyciel paluszkowej firmy, nie posiada on już odpowiednich zasobów finansowych, aby konkurować na obecnym rynku pracy, by móc zająć się dystrybucją

Czas na nowego właściciela
Pomimo porażki, twórca podwójnych paluszków nie poddał się. – Pomysł rozwijam od ponad 13 lat i ciągle w niego wierzę. Nie wiem skąd czerpię ten optymizm, staram się tylko i wyłącznie pozytywnie postrzegać ludzi i świat. Może ta moja upartość bierze się z mojej 10-letniej kariery jako zawodnik w hokeja na trawie – mówi pomysłodawca podwójnych paluszków. Jeszcze w ubiegłym roku Beer Fingers wprowadziło paluszki pakowane z sosami, jednak jak zauważa twórca, teraz czas przyszedł na zmianę właściciela. – Aktualnie utrzymuję się z innej pracy, natomiast firma Beer Fingers jest przygotowana do wejścia nowego właściciela – mówi Bartosz Głodkowski. – Jak tylko firma zostanie sprzedana, zamierzam zająć się promocją mało popularnej dyscypliny sportowej, jaką jest hokej na trawie. Mam uprawnienia trenerskie i fajnie będzie jak powstanie drużyna w Warszawie – dodaje
#biznes #jedzenie #nostalgia